Wielozadaniowy krem Nivea Baby Pure S.O.S.

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam używać kosmetyków przeznaczonych dla dzieci. Mają one dobre i bezpieczne składy, nie podrażniają i nie uczulają. Jednym z nich jest krem Nivea Baby Pure & Sensitive S.O.S., który tak naprawdę ma bardzo szerokie zastosowanie i wyśmienicie sprawdza się nie tylko u najmłodszych.

Krem zamknięty jest puszce, charakterystycznej dla kultowego kremu Nivea. Jego konsystencja (jak na emolient przystało) jest gęsta, tłusta, ale mimo to bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Cechuje go wysoka zawartość składników, jak masło shea, lipidy Omega 6, cynk, lanolina i panthenol. Krem przeznaczony jest do "zadań specjalnych", czyli na podrażnienia, zaczerwienienia, przesuszenia na ciele. Niweluje także świąd, przynosząc skórze ulgę. Jest hipoalergiczny, nie zawiera barwników, alkoholu, parabenów oraz posiada pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. Jest bardzo delikatnie perfumowany, a zapachem przypomina ochronny krem Bambino.


Krem S.O.S. znajdziecie na www.iperfumy.pl

Krem Nivea Baby S.O.S. stosuję na wszelkie możliwe sposoby, i wbrew pozorom przydaje mi się praktycznie codziennie. Gdy miałam problem z silnie przesuszoną i podrażnioną detergentami skórę, pięknie złagodził wszelkie zaczerwienienia oraz zlikwidował przesuszone miejsca. Już po dwóch dniach skóra wyglądała znacznie lepiej. Z kolei aplikowany na skórę na dekolcie i ramionach przyspiesza gojenie drobnych krostek, które u mnie w tych miejscach czasami się pojawiają. Działa przy tym nawilżająco i regenerująco na skórę. Sięgam po niego także po depilacji, ponieważ lepiej regeneruje i natłuszcza ciało od oliwki. Zapobiega również problemowi wrastania włosków, ale też trzeba pamiętać o peelingu skóry. Mega plus za jego wydajność.

Dajcie znać, czy Wy też używacie kosmetyków teoretycznie przeznaczonych dla dzieci, i jak się one u Was sprawdzają :)

Jesienne kurtki i płaszcze od Berrylook

Jesień zbliża się wielkimi krokami, najwyższa pora rozejrzeć się za ciepłymi płaszczami. Zaczęłam przeglądać oferty sklepów internetowych i dzisiaj pokażę Wam co wpadło mi w oko z oferty sklepu internetowego Berrylook

Płaszcze to podstawa jesiennej garderoby. Sama lubię mieć co najmniej kilka w swojej szafie. Zawsze zwracam uwagę na to, by były wykonane z miękkiego i ciepłego materiału. Idealnie jest, gdy są dłuższe i sięgają tuż przed kolano. 


https://www.berrylook.com/en/Products/asymmetric-neck-belt-plain-long-sleeve-coats-216113.html?color=light_gray 

https://www.berrylook.com/en/Products/lapel-plaid-patch-pocket-double-breasted-woolen-coat-201089.html?color=rose 

https://www.berrylook.com/en/Products/lapel-single-button-plain-pocket-woolen-coat-200020.html?color=white
 
Na końcówkę lata i początek jesieni preferuję lżejsze kurtki lub płaszcze, które mogę zarzucić na np. jakiś ciepły sweter. Biel, czerń i kolor khaki to klasyczne i ponadczasowe kolory, które będą królowały także tej jesieni.

 
https://www.berrylook.com/en/Products/band-collar-embossed-plain-jacket-200114.html?color=white 

https://www.berrylook.com/en/Products/small-lapel-plain-basic-jackets-215298.html?color=army_green 

https://www.berrylook.com/en/Products/band-collar-zips-plain-pu-leather-biker-jacket-199748.html?color=black
 
Dajcie znać, czy któraś z propozycji wpadła Wam w oko :)

Blend-a-med 3D White Luxe Whitening Accelerator

Higiena jamy ustnej to podstawa. Warto dbać o zęby tak, by służyły nam przez całe życie. Co sześć miesięcy należy odwiedzać stomatologa, a przynajmniej raz na rok wykonać skaling lub piaskowanie. Po takich zabiegach zęby są idealnie oczyszczone i nie ma śladu po osadzie, czy ewentualnym kamieniu. Poza wizytami u dentysty, nie mniej ważna jest codzienne dokładne oczyszczanie zębów. To, w jaki sposób to robimy i jakich produktów używamy ma najistotniejsze znaczenie.  


Z polecenia mojej dentystyki kupiłam produkt przyspieszający wybielanie Blend-a-med 3D White Luxe Whitening Accelerator. Stosuję go raz na kilka dni, ale dopiero po uprzednim umyciu zębów. Pasta za zadanie intensywnie oczyszczać oraz dbać o szkliwo. Po jej zastosowaniu mam wrażenie, jakbym przed chwilą miała wykonywany skaling albo piaskowanie. Likwiduje ona drobne przebarwienia powierzchowne, ale nie wiem, jak radzi sobie z głębszymi. Pasta doskonale oczyszcza, co jest wyczuwalne już po pierwszym umyciu. Po kilku tygodniach widzę również, że zęby stały się bielsze. Nie jest to co prawda efekt, jaki uzyskujemy po profesjonalnym wybielaniu w gabinecie stomatologicznym, ale jak na pastę za kilkanaście złotych (tyle kosztuje na www.iperfumy.pl) jest najlepszy, jaki kiedykolwiek uzyskałam. Co ważne, pasta nie podrażnia dziąseł, a moje należą do bardzo wrażliwych.

Pasta ma posmak mięty pomieszanej z wanilią, trochę nietypowy, ale przyjemny i można się do niego przyzwyczaić. Wystarczy niewielka ilość, mniej więcej wielkości ziarna grochu, a efekt "ścierania" jest wystarczający. Nie zalecałabym codziennego stosowania jej, tym bardziej osobom z wrażliwymi i słabymi zębami. Moja dentystka twierdzi, że raz w tygodniu to góra, i ja się tego trzymam :)  


Znacie pastę Whitening Accelerator przyspieszającą wybielanie? Jeśli tak, to dajcie znać, co o niej sądzicie.

Toni&Guy - Spray stylizujący z solą morską

Po produkty do stylizacji włosów nie sięgam za często. Obawiam się, że większość może niszczyć włosy i przyspieszać rozdwajanie końcówek. Potrzebowałam jednak czegoś, co podkreśli naturalny charakter włosów i pomoże w utworzeniu fryzury w nieładzie, czyli tzw. messy hair. Po przetestowaniu kilku różnych produktów do stylizacji najbardziej spodobał mi się spray stylizujący z solą morską jednej z najlepszych światowych marek fryzjerskich - Toni&Guy, który dostępny jest na www.iperfumy.pl



Spray teksturyzujący wyposażony jest w dobrze działający atomizer. Ja jednak nie rozpylam go bezpośrednio na włosy, wolę rozetrzeć płyn w dłoniach i następnie wgnieść. Bez większego wysiłku łatwo możemy otrzymać oczekiwany efekt. Moje włosy są z natury proste, ale podatne na kręcenie. Spray stosuję po umyciu włosów, i gdy są jeszcze lekko wilgotne zaplatam na noc warkocz. Rano, gdy go rozpuszczę  osiągam efekt o jaki mi chodziło, czyli beach hair. Dla wzmocnienia i utrwalenia efektu ponownie spryskuję mgiełką kosmyki i krótko ugniatam. Dzięki temu uzyskuję piękny, niewypracowany styl i naturalny efekt. Taka fryzura utrzymuje się u mnie przez cały dzień, mimo że nie utrwalam jej lakierem. Dodam, że z rozczesaniem włosów po jego zastosowaniu nie mam żadnego problemu, bo nie zlepia ich tak mocno, jak, np. żel. Spray nadaje włosom objętości i daje wrażenie, jakby włosy były kilkakrotnie pogrubione.

Kosmetyk ma bardzo przyjemny i dość intensywny zapach. Wiele osób myli go nawet z perfumami. Wyczuwalny jest on na włosach przez wiele godzin. Spray zawiera sól morską i mimo moich obaw o przesuszanie włosów, muszę przyznać, że nic takiego nie ma miejsca. Pamiętam, że w zeszłym roku używałam innego kosmetyku z solą morską, ale nie był on nawet zbliżony w działaniu do tego od Toni&Guy.
Dajcie znać, jakich Wy używacie produktów do codziennej stylizacji włosów :)

Miya Cosmetics - I Love Me

Coraz chętniej sięgam po naturalne kosmetyki, a w szczególności te przeznaczone do pielęgnacji twarzy. Ostatnio zdecydowałam się na zakup odżywczego kremu firmy Miya o chwytliwej nazwie I Love Me. Uważam to za bardzo dobry wybór. Co więcej, mam ochotę wypróbować również inne kosmetyki tej firmy, a w szczególności Hello Yellow z masłem mango.  

Od producenta:   

Odżywia i nawilża. Rozświetla i wygładza. Zmniejsza zaczerwienienia.  Olejek z róży tonizuje i rozświetla skórę, zmniejsza zaczerwienienia, poprawia kondycję skóry, wyrównując jej koloryt. Olejki makadamia, sezamowy i słonecznikowy odżywiają i wygładzają skórę, odbudowując jej warstwę ochronną. Ekstrakt z alg i witamina E nadają jej elastyczność i miękkość. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. 
Bez parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego.  myWONDERBALM przeznaczony jest do każdego typu skóry, także wrażliwej.

I Love Me – Skóra normalna, mieszana oraz mieszana ze skłonnością do przesuszania, sucha.  Pokochasz jego zmysłową formułę o delikatnym zapachu płatków róży, która sprawi że na moment zapomnisz o świecie.

Moja opinia: 

Odżywczy krem do twarzy z olejkiem z róży Miya ma większą od standardowych kremów pojemność - 75ml. Przy tym, jego cena nie jest wygórowana, bo w drogeriach zapłacimy za niego niespełna 30zł. Krem ma treściwą, ale mimo wszystko niezbyt ciężką konsystencję. Łatwo się rozprowadza na skórze i dość szybko wchłania pozostawiając delikatny film. Po jego zastosowaniu nie ma nieprzyjemnego uczucia lepkości, czy tłustości. Dobrze sprawdza się stosowany na noc, a także na dzień pod makijaż. Producent zaleca go do wszystkich typów skóry i muszę przyznać, że faktycznie jest bardzo uniwersalny. Moja mama, która ma zupełnie inny typ skóry niż ja, również jest bardzo zadowolona z jego działania. Jest też jednym z niewielu kosmetyków, który szybko i skutecznie potrafić złagodzić zaczerwienioną po opalaniu skórę. Krem Miya ma przyjemny, subtelny, delikatnie różany zapach. Do jego zalet mogę zaliczyć także świetny, naturalny skład bogaty w różnego rodzaju oleje: z dzikiej róży, makadamia, sezamowy, słonecznikowy. Kosmetyk jest wegański i nietestowany na zwierzętach.  

Dajcie znać, czy znacie kosmetyki Miya i jeśli tak, to które z nich są warte wypróbowania.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...