Ulubieńcy Roku 2025

Z lekkim opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale, przygotowałam dla Was moich ulubieńców ubiegłego roku. Są to produkty, które zostają ze mną na dłużej i które szczerze mogłabym polecić. Głównie będą to kosmetyki, ale wspomnę też o bardzo smacznych i ciekawych w smaku herbatach. 

Zacznijmy od kosmetyków kolorowych. Gdybym miała wybrać te, które mnie zachwyciły, to z pewnością byłby to róż Kylie w odcieniu Winter Kissed (ma aż 10g, więc będzie na maxa wydajny). Ma on przepiękny, chłodny odcień jasnego różu! Kolejny, trochę droższy Dior w kultowym odcieniu 001 Pink - idealny do jasnych cer. Nie mogło też zabraknąć równie popularnej paletki rozświetlaczy i różu od Dior - Backstage Glow - Universal Glow 001. Kultowa, wielofunkcyjna, wydajna. Daje piękny blask na skórze i wyróżnia się na tle innych rozświetlaczy. I ostatnim produktem, który naprawdę bardzo mi się spodobał jest cień w kremie marki Pupa w odcieniu 005 Champagne. Ma przepiękny (jak sama nazwa wskazuje) szampański kolor. Cechuje go naprawdę dobrą trwałość i super utrzymuje się bez bazy nawet na tłustych powiekach.
 


Moim kolejnym odkryciem były też pudry POND'S, których niestety nie zakupiłam w Polsce i widzę, że wciąż jest problem z ich dostępnością w normalnych cenach. Na allegro ceny 4-krotnie wyższe, ale myślę, że i tak warto się na któryś z tych wariantów skusić. Bardzo lubię każdy z nich. Super utrwalają makijaż, są turbo wydajne, wygładzają i pozostawiają ładnie zmatowioną skórę.
 


W tym zestawieniu nie może zabraknąć masek i balsamów do ust od Laneige. Używam ich już naprawdę długo, wykończyłam parę opakowań i naprawdę każdy wariant zapachowy/smakowy jest świetny. Maski (te w słoiczku) bardzo dobrze sprawdzają się stosowane na noc. Nawilżają, odżywiają i regenerują nawet dość mocno przesuszone usta. Powiem Wam, że nawet używane każdego dnia wieczorem, wystarczą na ponad rok stosowania, więc ze względu na to można przymknąć oko na cenę ;) Od jakiegoś czasu używam też balsamów do ust w mini tubkach, które również uwielbiam i mam je zawsze ze sobą. Na dziesiątki przetestowanych masek i balsamów do ust, te są moim zdaniem najlepsze.
 
Nie będzie tym razem nic do ciała - w ubiegłym roku chyba nic nie zachwyciło mnie wystarczająco mocno. Zwrócę jednak uwagę na trzy produkty do włosów. Dwa z nich są od Ph. Doctor i jest to maska do włosów oraz Thermo Glow, czyli termoochrona do włosów w spray'u. Maska rewelacyjnie nawilża, odżywia i sprawia, że włosy wyglądają dobrze już po pierwszym zastosowaniu - są gładkie, lśniące i dobrze się rozczesują. Lubię stosować ją razem z Thermo Glow, która ma świetny atomizer, ponieważ tworzy bardzo delikatną mgiełkę, więc nie ma ryzyka, że przesadzimy z produktem. Po jej zastosowaniu włosy bardzo dobrze się rozczesują, a co równie ważne, są skutecznie chronione przed wysoką temperaturą, m.in.  urządzeń do stylizacji. Ostatnim produktem do włosów, którego realne działanie również zauważyłam na swoich włosach jest słynny Olaplex 3. Ja nakładam go raz w tygodniu i chociaż trzeba go na tych włosach trochę potrzymać, to patrząc na efekty mam do tego motywację :)
 


Teraz pora na zapach. Chociaż moja kolekcja perfum jest naprawdę spora, to chciałabym wspomnieć o moich pierwszych arabskich perfumach. Kupiłam je również z polecenia i nie żałuję. Mowa o Odyssey Limoni Fresh od Armaf. Jest to bardzo świeża woda perfumowana, która swoim zapachem przypomina mi Ice tea z dużą ilością cytrusów. Jest radosny, świeży, ''wytrawny'' i o dziwo ma dobrą trwałość, jak na takiego świeżaka. Nuty zapachowe prezentują się następująco: nuta głowy: mandarynka, słodka pomarańcza, cytryna, bergamotka, nuta serca: imbir, morskie nuty, kwiat pomarańczy, nuta bazowa: herbata, bursztyn, piżmo. No i zobaczcie, jak oryginalnie prezentuje się ten flakon ;)
 


Na sam koniec herbaty, które od kilku miesięcy piję non stop. Mowa będzie o herbacie Genmaicha i jej dwóch jest wariantach smakowych od Five o'clock. Klasyczna wersja to połączenie herbaty zielonej japońskiej z preparowanym i smażonym ryżem w proporcjach 50:50. Ma wyczuwalny lekko orzechowy posmak, zdecydowanie czuć też ryżowy posmak. Wersja Moshi Moshi posiada dodatkowo w składzie kukurydzę, ananasa, cząstki kokosa i mango. Z kolei Mango Blues (chyba mój numer 1) zawiera dodatkowo cząstki mango, płatki bławatka i aromat bergamotki, więc ma coś w sobie z earl grey'a. Wkręciłam się również w picie matchy i ta od Five o'clock jest jedną z moich ulubionych, a dodatkowo jest przystępna cenowo. Każdą z tych herbat można zakupić w kilku różnych pojemnościach.
 


To by było na tyle jeśli chodzi o moich ulubieńców ubiegłego roku. Dajcie znać, czy których z tych produktów jest Wam znany :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze! Każdy z nich uważnie czytam i zawsze zaglądam do osób, które pozostawiają tu po sobie ślad :)

Jeśli zaobserwujesz bloga, poinformuj mnie o tym :)